Garstka świata kobiet! ♥

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Producent:
Pierwszy podkład który posiada trzy pigmenty korygujące cerę. Pożegnaj się z ziemistą cerą i zaczerwienieniami. Podkład jest lekko matujący, długotrwale nawilżający oraz posiada SPF 10.

1. Żółte pigmenty - redukują cienie pod oczami.
2. Fiołkoworóżowe pigmenty - świeża cera bez plamek i piegów.
3. Zielone pigmenty - maskują popękane naczynka i czerwone ślady po trądziku.

Moim zdaniem:
Opakowanie to wysoka, smukła i szklana buteleczka. Dołączona do niej pompka pozwala na wygodne i łatwe dozowanie podkładu. Wśród dostępnych tonacji wybrałam Vanilla, czyli nr 52, który lekko wpada w żółte tony. Jest to jeden z jaśniejszych odcieni, ale bardzo dobrze pasujący do mojej karnacji. Konsystencja jest płynna, delikatnie satynowa i niezbyt gęsta, lekko rozprowadza się do skórze. Podkład nie jest 'ciężki' sam w sobie, nie obciąża skóry, dlatego dobrze się sprawdza w okresie wiosenno- letnim.
Opisując właściwości zacznę od... wykończenia :) Podkład daje bardzo ładne wykończenie, matowe i bez smug. Po przypudrowaniu efektem matowej skóry mogę cieszyć się cały dzień, bez pudru stan ten utrzymuje się około 4-5 godzin, po których podkład może delikatnie ścierać się przy nosie. Krycie określiłabym jako średnie, tzn. zaczerwienienia i mniejszy blizny dobrze maskuje, ale większym już nie daje rady, nawet przy pomocy korektora. Ujednolica koloryt skóry, delikatnie ją nawilża i wygładza, sprawia, że jest miła i miękka w dotyku.
123 perfect 1.JPG
Tagi: Uroda
04.07.2014 o godz. 22:20
Ostatnio nawiazalam wspolprace z firma Nikwax. Nikwax wytwarza wysokiej jakości produkty do czyszczenia i impregnacji. Nikwax przedłuża okres wykorzystania i utrzymuje właściwości odzieży, obuwia i sprzętu. Czy pracujesz czy spędzasz na dworze swój wolny czas Nikwax pozwala Ci cieszyć się nieprzemakalnością. Oto co dostałam do przetestowania:
-Wosk Impregnujący do Skóry licowej
-Impregnat do Tkanin i Skóry
-Żel Czyszczący do Obuwia

Dziekuje firmie za wspolprace z moim blogiem.

DSCN2644.JPG
images.jpg
Tagi: (:
02.07.2014 o godz. 12:28
Pani Ania zaprasza na blog kulinarny , w ktorym znajdziecie mnostwo ciekawych przepisow.
Tekst do podlinkowania...
Tagi: (:
02.07.2014 o godz. 12:12
Ostatnio nawiązałam współpracę z firmą Pilomax. Laboratorium Pilomax jest polską firmą z ugruntowaną, ponad dwudziestoletnią tradycją. U podstaw filozofii firmy leży przekonanie, że jedynie zdrowe włosy mogą być prawdziwie piękne. Zgodnie z tą zasadą firma stale rozwija profesjonalną markę kosmetyków do skutecznej i długotrwałej regeneracji oraz pielęgnacji włosów. W ramach współpracy dostałam :
1. Maska regenerująca włosy suche i zniszczone ciemne 240 g
2. Szampon głęboko oczyszczający do włosów ciemnych 200 ml
3. Grzebień oraz turban do włosów.
Dziękuje firmie za chęć współpracy z moim blogiem.
SAM_7322_lK_big.jpg
Tagi: Uroda
28.06.2014 o godz. 12:42
Producent:
Świeży zmysłowy dotyk magnolii. To nowy kobiecy, delikatnie powabny i zmysłowy zapach. Woda toaletowa o nowym soczystym, tajemniczym i kuszącym, niezwykle kobiecym aromacie. Ta wyjątkowa nuta zapachowa dedykowana jest kobietom ceniącym owocowo-kwiatowe, bezapelacyjnie kobiece zapachy.
Moim zdaniem:
W płaskim, gładkim w dotyku i minimalistycznym w formie flakonie znajduje się zabarwiona na lekki róż woda toaletowa. Zakrętka jest srebrna, tak samo jak atomizer, który się nie zacina, a po naciśnięciu rozpyla gęstą mgiełkę. Flakon wykonany został z grubego szkła, ale mimo to nie ciąży, dobrze leży w dłoni, jest poręczny oraz niewielkich rozmiarów, więc idealnie zmieści się w każdej damskiej torebce.
Początkowo myślałam, że zapach nie przypadnie mi do gustu, albowiem kwiatowe nuty to nie moja bajka. Jakże się myliłam! "Zmysłowa Magnolia" to uwodzicielski, kobiecy zapach z wyraźnie wyczuwalną słodko- owocową nutą. Niestety, nie może być tak pięknie jakbym chciała... Woń okazała się wybitnie nietrwała, bardzo szybko ulatnia się i wietrzeje. Krótko mówiąc po godzinie, dwóch praktycznie już jej nie czuć. Ale nie można oczekiwać cudów po zapachu za 5zł ;)
Lubię poczuć ten zapach w ciągu dnia, więc woda toaletowa towarzyszy mi w pracy, gdzie od czasu do czasu, ale nie za często 'odświeżam' go i na moment przenoszę się do ogrodu pełnego słodkich magnolii :)
SDC12830.JPG
Tagi: Uroda
25.06.2014 o godz. 08:37
Producent:
Cukier z nasionami delikatnie złuszcza martwy naskórek. Masło shea i olej kokosowy pielęgnują skórę, nawilżają i natłuszczają. Złoto Maroka zapobiega starzeniu się skóry i odżywia. Peeling nawilża intensywnie skórę podczas kąpieli pod prysznicem i dzięki temu zastępuje również balsam. Pozostawia na skórze uczucie delikatnego natłuszczenia. Skóra jest rozjaśniona i gładka. Nie zawiera konserwantów, parabenów, alergenów i sztucznych barwników.
Skład: Sucrose, butyrospermum parkii butter ( shea butter ), argania spinosa kernel oil, coconut oil, tocopheryl acetate, parfum, strawberry seeds
Moim zdaniem:
W najlepsze trwa sezon na truskawki :) Najlepsze są oczywiście nasze polskie, najlepiej świeżo zebrane z krzaczka. To jedne z moich ulubionych owoców, które uwielbiam za słodycz, smak i zapach. Mogłabym je jeść cały rok, gdyby było to tylko możliwe... Na szczęście od dziś będę mogła chociaż cieszyć się prawdziwym zapachem truskawek nawet zimą :) A to dzięki Nacomi i cukrowemu peelingowi z nasionami truskawek.
Kosmetyk otrzymałam w małym i przezroczystym słoiczku z czarna nakrętką, dodatkowo zabezpieczony plastikowym wieczkiem. Tego typu opakowanie jest najlepszym rozwiązaniem przy tak mocno zbitych peelingach, pozwala na wygodne i bezproblemowe aplikowanie produktu, a jednocześnie na kontrolowanie jego zużywania. Szata graficzna jest przyjemna dla oka, czytelna i estetyczna, a na spodzie słoiczka znajdują się wszystkie najważniejsze informację, łącznie ze składem. Skoro jesteśmy już przy składzie to wydaje mi się, że jest on bardzo przyjazny. Już na drugim miejscu znajduje się masło shea, a tuż za nim olejek arganowy i kokosowy. Nie ma żadnych konserwantów, ulepszaczy, barwników czy alergenów.
Truskawkowy peeling ma świetną, mocno zbitą konsystencję. Drobiny cukru są duże i ostre, dzięki czemu dobrze ścierają martwy naskórek i wygładzają. Peeling zaliczyłabym do tych mocniejszych, czyli takich jakie lubię najbardziej :) Na zdjęciu możecie zobaczyć nawet zatopione w peelingu pesteczki truskawek. Najlepszy jednak w produkcie jest jego zapach! Podczas masażu ciała czuć unoszący się aromat prawdziwych truskawek- nieopisana rozkosz dla wszystkich zmysłów, w szczególności dla węchu :)
Już przy spłukiwaniu peelingu pod bieżącą wodą czuć, że skóra jest niezwykle gładka i natłuszczona. Produkt pozostawia skórę niesamowicie miękką, delikatną w dotyku i aksamitną jak pupka niemowlaka :D Skóra jest tak nawilżona, że wszystkie balsamy/mleczka/kremy/olejki do ciała można odstawić w kąt, bo efekt nawilżenia odczuwalny jest jeszcze dwa dni później.
Peeling dostępny jest także w innych wariantach zapachowych, np. z morelą, z wanilią i wiśnią lub z kawą. Mam zamiar mieć je wszystkie :D
truskawkowy 2.JPG
Tagi: Uroda
25.06.2014 o godz. 08:33
Odżywkę otrzymujemy w zgrabnej 200ml butelce zapakowanej w kartonik. Wszystko utrzymane jest w brązowo-złotej kolorystyce, bardzo przyjemnej dla oka. Aplikator typowo 'sprejowy', działa tak jak trzeba, nie zacina się. Kosmetyk ma płyną dwufazową formułę, która po wymieszaniu zmienia się w lejącą piankę.
Zapach intensywny, ciut fryzjerski. Mnie odpowiada. Wyczuwam go na włosach jeszcze długo po aplikacji.
Spryskuję nią włosy od razu po umyciu.Omijam czubek głowy, obawiam się, że mogłaby je tam obciążyć. Na samej długości nie żałuję jej sobie jednak. Lubię mieć świadomość, że włosy mają skąd czerpać to, czego im potrzeba. Czupryna rozczesuje się jak marzenie, TT sunie po nich gładko. Żaden kosmetyk stosowany do tej pory, nie zapewnił mi tego efektu. Wielkie wow!
Włosy prezentują się świetnie. Są miękkie, lśniące. Bez problemu układają się w lekkie fale. Nie ma mowy o puszeniu się. Dotykam ich bez przerwy! Już dawno nie wyglądały tak dobrze. Jestem zachwycona. Stosuję ją od połowy listopada raz, czasami dwa razy w tygodniu. Pół butelki za mną. Wydajność godna pochwały zatem.
DSC_0904.JPG
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 12:29
Kremy umieszczono w 100ml tubkach wykonanych z miękkiego tworzywa. Design opakowań bardzo mi się podoba. Jest kolorowo, apetycznie i dziewczęco. Zamknięcie na wygodny i solidny zatrzask. Otwór aplikuje odpowiednią ilość kosmetyku. Wszystko na plus zatem.
Ogromną zaletą tych kremów jest zapach. Wersję truskawkowo-czekoladową upodobałam sobie w szczególności. Aromat jest niezwykle przyjemny, słodkawy, nuty chemicznej nie wyczuwam. Czekolady, niestety, też nie. Mimo to, można się uzależnić. Wersję bananowo-czekoladową lubi Robal. I, znowu, czuję banany, ale bez czekolady. Ta kompozycja zapachowa przypomina mi bardziej toffi. Jest słodko.
Kosmetyki różnią się konsystencją. Różnica może nie jest znacząca, ale aplikując kremy na dłonie, czuję to. Krem truskawkowy ma gęstą formułę, bananowy - odrobinę rzadszą. Ten drugi też wolniej się wchłania. Przy zbyt dużej ilości nieprzyjemnie oblepia dłonie. Z truskaweczką nie mam tego problemu.
Na uwagę z pewnością zasługują składy. Już na drugim i trzecim miejscu mamy odpowiednio olej kokosowy i masło shea. To się chwali! Nie ukrywam, że przekłada się to na komfort używania. Skóra dłoni jest odżywiona, gładsza i przyjemnie nawilżona. Wydajność też jest zaletą. Stosuję je od początku grudnia, wespół z Robalem. Mamy połowę stycznia, a wersji bananowej zostało nam jeszcze na kilka aplikacji. Truskawkowa, od kilku dni w woreczku z pustymi opakowaniami, czeka na projekt denko.
Gdybym miała możliwość, zrobiłabym spory zapas tych kremów. Niestety, w Polsce chyba nie są dostępne.
DSC_0883.JPG
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 12:28
Zacznę od plusów. Na uwagę zasługuje opakowanie. Buteleczka typu airless jest wygodna, estetyczna i higieniczna. Pompka działa bez zarzutu. Wszystkie potrzebne informacje znajdziemy na kartonowym pudełeczku. Na uwagę zasługuje również formuła kosmetyku. Krem jest niezwykle lekki, puszysty. Kojarzy mi się z delikatnym musem. Brak zapachu i filtr 20SPF to kolejne zalety. Niestety, jeżeli chodzi o działanie to mam z nim bardzo specyficzną relację. Stosuję go systematycznie od początku grudnia, raz dziennie. Pierwsze aplikacje nie przyniosły pozytywnych efektów. Krem, co prawda, wchłaniał się szybko, ale już po godzinie cała moja twarz nieestetycznie się świeciła - zwłaszcza strefa T. Spróbowałam inaczej - znacznie zmniejszyłam nakładaną ilość. Na całą twarz i szyję aplikowałam niewiele, ilość mniej więcej taka, jaką widzicie na zdjęciu. Wtedy było zdecydowanie lepiej. Twarz wyglądała ładnie i zdrowo. Wystarczyło troszkę przypudrować i można było wyjść do ludzi. Po mniej więcej trzech godzinach w ruch idą bibułki matujące, albo ponownie puder - strefa T przypomina o sobie. Krem sprawdził się też jako baza pod makijaż. Współpracuje z podkładami płynnymi (Healthy Mix Bourjois i Hello Flawless Oxygen Benefit). Jednak przed nałożeniem makijażu daję swojej skórze sporo czasu na przyjęcie kremu. Robię tak 'od zawsze'. Bez znaczenia, jaki krem aplikuję. Gdy jestem w domu, nie pracuję, nie mam zajęć, unikam nakładania makijażu. Lubię, gdy moja skóra może swobodnie oddychać. Świadomie rezygnuję z "kosmetycznej kołderki". Aplikuję wówczas tylko krem pod oczy i krem na dzień. Niestety, ten z Pharmaceris średnio się nadaje do noszenia solo. Bez znaczenia jaką ilość nałożę, twarz się świeci. Nie wygląda to ładnie. Co zerkam w lustro, widzę błysk ;/ Dla porównania krem matująco-nawilżający z Ziai w tej roli sprawdzał się znakomicie. Podsumowując działanie - niewielka ilość pod makijaż jak najbardziej tak. Krem noszony solo - nie.
Myślę sobie, ze być może jest dla mnie zbyt nawilżający ... Sama nie wiem. Znalazłam jednak dla niego trochę inne zastosowanie. Zauważyłam, że doskonale koi i nawilża moją skórę po wszelkich maseczkach oczyszczających. Twarz dosłownie wpija każdą ilość jaką nałożę. I wtedy mowy nie ma o żadnym świeceniu. Od ponad miesiąca właśnie w ten sposób go wykorzystuję.
Na uwagę zasługuje również wydajność. Kosmetyk jest ze mną od początku grudnia a w opakowaniu mam go jeszcze trochę. Niestety, trudno stwierdzić jaka dokładnie ilość została. Nie da się tego sprawdzić w żaden sposób. Nic nie widać. Warto też dodać, że krem nie zrobił mi żadnej krzywdy. Nie ma wyprysków czy innych niechcianych zmian.
Blog23.jpg
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 12:26
Masło umieszczono w 250ml odkręcanym pudełku. Dodatkowe zabezpieczenie sreberkiem jest plusem.
Opakowanie typowe dla maseł. Wizualnie przyjemne bardzo, ale nie o szatę graficzną tu chodzi. Liczy się wnętrze. A to jest naprawdę niczego sobie. Pudełko po brzegi wypełniono białym puszystym kremem. Bardzo przypomina ten tortowy. Kosmetyk ma delikatną formułę. Przyzwyczajona do treściwych maseł The Body Shop, poczułam się trochę zaskoczona. Mówią jednak, że zmiany bywają dobre :) Boziu, ależ ja byłam ciekawa tego zapachu. Tyyyyle dobrego się o nim naczytałam. No, i niestety, troszeczkę się zawiodłam. W pudełku pachnie ładnie, to wszystko. Może i tam jest karmel, może i jest wanilia, na pewno jest cytryna! To właśnie cytrynowe nuty wybijają się na pierwszy plan. Znajoma przyrównała ten aromat do zapachu tarty cytrynowej - coś w tym jest. Zdaję sobie sprawę, że może się podobać. Można się nim również zachwycać. Dla mnie jest po prostu przyjemny. To wszystko. Zero ekscytacji.O ile walory zapachowe nie przyspieszają bicia mojego serca, o tyle działanie masła zrobiło na mnie ogromne wrażenie. W tej kwestii wad nie zauważam. Pięknie nawilża, natłuszcza, wygładza. Efekt jest widoczny już po kilku zastosowaniach. Skóra na ciele prezentuje się o niebo lepiej, aż chce się jej dotykać. Wydaje się być również bardziej jędrna. Wspomniane nawilżenie utrzymuje się długo. Zdarza mi się nakładać to masło również na dłonie i stopy - sprawdza się idealnie. Oczywiście, pięknie naturalny skład jest zaletą. Masło shea, kakowe, oliwkowe, ekstrakt z cytryny, witamina E, olej babassu - to robi wrażenie. To, co jeszcze mi się podoba w tym kosmetyku, to szybkość z jaką się wchłania - godna pochwały! Na skórze pozostaje bardzo delikatny przyjemny film. Nie wiem tylko jak ocenić wydajność. Stosuję je od połowy lutego, raz dziennie. Aktualne zużycie widoczne jest na zdjęciu. Dużo ? Mało ? Nie potrafię się ustosunkować.
Do wersji otulającej już raczej nie wrócę, zapach nie do końca mnie przekonuje. Chrapkę mam na hipoalergiczną. I jeszcze rozgrzewającą. Niezwykle kremowa formuła sprawia, że z przyjemnością sięgnę po nie w okresie wiosenno-letnim. Egzemplarze z The Body Shop zostawię sobie na jesień i zimę.
Blog31.jpg
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 12:24
Na dzień dobry otrzymałam niepraktyczną butelkę. Otwór okazał się być za duży i tym samym sporo płynu zamiast na waciku lądowało na dłoni ;/ Wszystko do opanowania, ale nie lubię takiego marnotrawstwa. Zalecam więc ostrożność. Jeżeli chodzi o demakijaż oczu, to płyn sprawdził się dobrze. Tylko dobrze. Miałam wrażenie, że zmycie zajmowało mi więcej czasu, niż wtedy, gdy robiłam to płynem z Biedronki. Dłużej przytrzymywałam wacik na powiece. Aby zmyć wszystko do zera zmieniałam go trzy a nawet cztery razy. Dodam, że mój makijaż nie jest skomplikowany: baza, cień i maskara. Żadnej kredki, eyelinera czy kosmetyków wodoodpornych. Spodziewałam się czegoś lepszego. Warto zaznaczyć, że podczas stosowania nie odczuwałam żadnego dyskomfortu. Płyn nie podrażnił, nie uczulił, nie powodował szczypania i zaczerwienienia - nawet wtedy, gdy przypadkowo dostał się do oczu. Zmywanie makijażu z twarzy nie było już takie problemowe. Tutaj płyn sprawdził się bardzo dobrze. Podobnie jak w przypadku oczu - żadnych podrażnień.
DSC_1158.JPG
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 12:23
Dzisiaj chciałabym napisać słów kilka o odżywce, którą stosuję systematycznie od ponad dwóch miesięcy. Mowa o wersji morelowo-migdałowej z Garniera. Kupiłam ją kilka miesięcy temu podczas biedronkowej promocji. Długo czekała na swoją kolej. Przeznaczona jest do włosów skłonnych do przesuszania. Powiem szczerze, że na typowe przeznaczenie szamponu czy odżywki przestałam zwracać uwagę. Może inaczej, sprawdzam to, ale jest jeszcze kilka innych aspektów, które decydują o zakupie.
Odżywka umieszczona jest w 250 ml plastikowej kształtnej butelce. Zamknięcie na zatrzask, który działa tak jak trzeba. Podoba mi się design opakowania. Kolory i motyw owocowy - ładne połączenie. Zapach niezwykle przyjemny. Całkiem intensywny. Czy odzwierciedla morele i migdały ? Być może. Konsystencja rzadka, przypomina delikatny lotion. Biała maź przyjemnie aplikuje się na włosy. Nakładam ją zawsze na całą długość, nie żałuję ilości - lubię wiedzieć, że włosy mają z czego czerpać to, co dobre.Trzymam pod turbanem około 20 minut, nigdy krócej. Zdarza mi się ogrzewać to jeszcze ciepłym powietrzem suszarki. Za każdym razem włosy mocno wpijają kosmetyk. Podczas zmywania czuję niesamowitą gładkość. Czupryna świetnie się rozczesuje, TT sunie po nich jak po maśle. Tak jak wspomniałam, schną naturalnie. Po wyschnięciu układają się w ładne fale, nie puszą się. Są miękkie i sypkie. Przyjemnie pachną. Ani śladu obciążenia.Włosy są świeże do trzech dni nawet. Przez długi czas ta odżywka i ten szampon stanowiły mój duet idealny.
Dla zainteresowanych przedstawiam skład. Idealny pewnie nie jest. Ale ja nigdy nie psioczę na trochę chemii w kosmetykach. Tym bardziej, jeśli dobrze się sprawdzają. Wydajność jest plusem. Stosuję ją od ponad dwóch miesięcy (dwa razy w tygodniu) i zostało mi jeszcze trochę na dnie butelki - trzeba jednak wziąć pod uwagę moją długość włosów.
Za 250ml płacimy ok. 9zł.
DSC_1291.JPG
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 12:20
Olejek umieszczony jest w 200ml plastikowej butelce. Aplikator z pompką wydaje się być świetnym rozwiązaniem. W moim egzemplarzu nie działa niestety najlepiej. Zacina się i czasami muszę się solidnie namachać, żeby olejek z butelki wydobyć. Przeznaczony jest do wszystkich typów skóry. Zgodnie z tym, co napisał na opakowaniu producent, kosmetyk ma radzić sobie nawet z wodoodpornym makijażem.
W tej kwestii się nie wypowiem, gdyż takich kosmetyków u mnie brak.
Olejek ma słomkowe zabarwienie i delikatny zapach. Rumianku raczej nie wyczuwam. Pachnie trochę jak oliwka dla dzieci. Nic odkrywczego, ale jest ładnie. Kupiłam go z myślą wykonywania bardziej kompleksowego demakijażu twarzy. Ma rozpuszczać pierwszą jego warstwę. I muszę przyznać, ze radzi sobie doskonale! Dwie/trzy pompki na dłoń i masuję twarz. Nie zwilżam jej wcześniej wodą. To taki masaż "na sucho" jest. Niezwykle przyjemne uczucie. Po kilku minutach dodaję trochę wody i wszystko zmienia się w kremowo-olejową emulsję. Znowu masuję. Po chwili zmywam wszystko. Skóra jest czysta, miękka i sprawia wrażenie dobrze nawilżonej (choć to pewnie mylne). Nie jest tłusta! Dodam jeszcze, że przed zastosowaniem olejku zmywam makijaż z oczu, używam do tego płynu micelarnego. Kilka razy zdarzyło mi się zmyć go tym olejkiem. Poradził sobie bardzo dobrze, ale efekt mgły był mocno problemowy.
Aby mieć pewność, że skóra jest naprawdę czysta, po zmyciu olejowej emulsji, nakładam jeszcze na twarz odrobinę kemu/żelu BeBeauty i myję całą twarz kolejny raz. Ot, cały demakijaż.
Ogromnym plusem olejku The Body Shop jest jego wydajność. Prawie trzy miesiące stosowania, a zużyłam dopiero 1/3 butelki. Jestem pewna, że posłuży mi jeszcze długo - co niezmiernie mnie cieszy, oczywiście.
Olejek w żaden sposób nie podrażnił mojej twarzy, nie spowodował wysypu czy innych nieprzyjemnych niespodzianek. Uważam, że marka zaproponowała klientom naprawdę świetny produkt. Ja, ze swojej strony, serdecznie polecam! Jeśli rumiankowy olejek The Body Shop wpisuje się w Wasze upodobania i potrzeby, nie zastanawiajcie się. Jest świetny :)
DSC_1298.JPG
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 12:18
Przyznaję, te malutkie buteleczki są urocze. Ładnie ozdobione, z odpowiednio mocnym zatrzaskowym zamknięciem. Niewielka pojemność może być zaletą i wadą jednocześnie. Zaletą wtedy, gdy szukamy czegoś niewielkiego do podróżnej kosmetyczki. Wadą, gdy spojrzymy na cenę. Za takie maleństwo musimy zapłacić 5,90zł. Wszystko jest kwestią potrzeb.
Wersji żelowej byłam ogromnie ciekawa. I to tej użyłam w pierwszej kolejności. Niestety, średnio to widzę. Żel jest gęsty, nie spływa z wacika i aplikuje się na paznokieć bezproblemowo. Co z tego, jeśli męczę się ze zmyciem i męczę. Przykładam wacik, przytrzymuję dłuższą chwilę, 'ściągam' (co wcale takie łatwe nie jest, bo żel się 'rozjeżdża' na paznokciu) tylko odrobinę koloru. Żeby usunąć lakier całkowicie, muszę wykonać kilka takich aplikacji. Denerwujące to! Przy drugiej/trzeciej odechciewa się wszystkiego. Myślałam, że to wina intensywnego koloru (czerwień). Spróbowałam na nudziaku - było dokładnie tak samo. Nie dla mnie takie zabawy. Mówię 'nie'. Muszę jeszcze wspomnieć o zapachu - jest piękny! Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek będę zachwycała się aromatem zmywacza do paznokci. Podobnie pachnie olejowa odżywka do paznokci i skórek, którą polecałam w tym poście. Aaaaa, to maleństwo bardzo wydajne jest!
Przejrzałam sobie posty innych blogerek, ta żelowa formuła zbiera bardzo dobre opinie. Nie wiem, może robię coś nie tak ? :) Zostanę jednak przy tej standardowej, płynnej.
Nie do końca wiedziałam, jak poradzić sobie z wersją przeznaczoną do lakieru hybrydowego. W życiu na paznokciach takiego nie miałam. Postanowiłam zaryzykować i zmywałam nim standardowe lakiery. Tutaj jest dużo lepiej. Zmywacz usuwa wszystko w mgnieniu oka. Każdy, nawet bardzo ciemny kolor. Myślę, że to może być dobre rozwiązanie dla tych wszystkich oryginalnych formuł (zdobienia, błyskotki, piaski, etc). Niestety, minusem jest przesuszanie skórek. Dobry krem jednak załatwia sprawę. Ponownie plusem jest zapach. Choć wersja żelowa pachnie ładniej :)
DSC_1245.JPG
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 12:16
Balsam zamknięto w ładnym metalowym odkręcanym słoiczku, pojemność 15ml. Metalowe pudełeczko dodatkowo umieszczono w papierowym kartoniku. Na nim, miedzy innymi, termin przydatności (sześć miesięcy) i bardzo naturalny skład: olejek rycynowy, olejek z awokado, olejek migdałowy, oliwa z oliwek, witamina E, wosk pszczeli. Same dobroci! Formuła dość gęsta, zbita. Pod wpływem ciepła delikatnie się topi. Aplikacja bardzo przyjemna. Zawsze nakładam opuszkiem palca. Wiem, wiem - wielokrotnie psioczyłam na ten sposób. Można się przyzwyczaić. I nie marudzić :) Wiśniowa wersja ma taki właśnie kolor. Delikatnie barwi usta, bardzo mi to odpowiada. Ze względu na ten kolor właśnie, uwielbiam nosić go solo. Zapach niezwykle apetyczny, prawdziwy. Zero sztucznej nuty. Po prostu wiśniowe słodkości. O działaniu mogę pisać w samych superlatywach. Nałożony na usta sprawia, że są miękkie, gładkie i takie soczyście mokre. Zniknął problem suchych skórek. Usta prezentują się idealnie. Fajne jest to, że balsam nie zbiera się w załamaniach. Stosuję go bardzo regularnie, wklepuję w usta kilka razy dziennie. To już uzależnienie :) Smakuje pysznie! Trwałość godna uwagi. Zdarza się, że nawet po trzech godzinach czuję przyjemną warstewkę na ustach - a w między czasie jadłam i piłam. To jest coś!
Muszę też wspomnieć o wydajności. Balsam zaczęłam stosować 1 kwietnia. Tak jak pisałam, nakładam go kilka razy dziennie. Aktualne zużycie możecie zobaczyć na zdjęciu. Myślę, że została go jeszcze ponad połowa. To dobry wynik.
Aaaa, jeszcze jedna "rzecz" na koniec. Zauważyłam, że przy cieplejszych temperaturach (balsam trzymany w kieszonce torebki podczas spaceru) ma tendencję do topienia się. Skrapla się, po prostu.
Wtedy wkładam go na chwilkę do lodówki. Po problemie :)
Ostatnio zaktualizowane.jpg
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 12:13
Design butelki typowy dla marki. Przyjemny dla oka, dominuje biel. Atomizer działa właściwie. Zapach ciepły, troszkę mydlany. Kto kojarzy aromat kosmetyków Dove, będzie wiedział czego się spodziewać. Mój Robal wyczuwa truskawki. Serio! Cały czas się zastanawiam, jakim cudem ? ;)
Forma aplikacji standardowa dla tego rodzaju kosmetyków: spryskujemy pasma włosów z odległości mniej więcej 30 centymetrów, wmasowujemy szampon i po chwili rozczesujemy czuprynę.
Słów kilka o działaniu. Niestety, nie jest najlepsze. Batiste wysoko postawiło poprzeczkę. Pierwszy minus - Dove bieli włosy. Nie zdarza się to przy każdym użyciu, ale jednak. Aplikacja wymaga więc ostrożności. Włosy zyskują na objętości, to fakt. Ale nie jest to objętość do jakiej przyzwyczaiło mnie Batiste. Mam wrażenie, że jest to efekt bardzo "na chwilę". Drugi minus.
Również wydajność nie jest mocną stroną tego produktu. Mam go w użyciu drugi miesiąc, stosuję dwa razy w tygodniu i wyczuwam już tylko niewielką ilość w butelce. Pamiętam, że Batiste służył mi znacznie dłużej. Miałam nawet wrażenie, że nigdy się nie skończy.
Podsumowując, jestem mocno rozczarowana. Spodziewałam się czegoś znacznie lepszego.
DSC_1339.JPG
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 12:12
Mmmm, jak ja lubię masła do ciała. Taka formuła odpowiada mi najbardziej. Gęste, treściwe mazidło o przyjemnym zapachu znacznie uprzyjemnia wieczorną toaletę. Na kartach bloga recenzowałam już kilka egzemplarzy. Była Isana, Pat&Rub, Mariza, Alterra, The Body Shop. Zainteresowanych odsyłam do odpowiedniej etykiety. Dzisiejszą notkę poświęcę kosmetykowi, który towarzyszy mi od ponad trzech tygodni. Mowa o maśle do ciała marki Organique - z bogatego asortymentu wybrałam wersję kozie mleko+liczi. Przeznaczona jest do skóry suchej, wymagającej i wrażliwej. Muszę przyznać, że pałam do kosmetyków marki coraz cieplejszym uczuciem. Każda wizyta w sklepie kończy się jakimś zakupem. Mogłabym zamieszkać wśród tych zapachów/kolorów. Bajka! Wróćmy do bohatera dzisiejszej notki. Masło zamknięto w 200ml plastikowym odkręcanym pudełku. Design ładny, charakterystyczny dla kosmetyków Organique. Muszę wspomnieć o konsystencji. Otwieramy pudełko i widzimy białą gęstą maź. Dotykamy i wyczuwamy delikatną piankę. Coś niesamowitego! Dzięki temu masło świetnie się rozprowadza, błyskawicznie wchłania i zostawia skórę nawilżoną, gładką, napiętą i pięknie pachnącą. Nie funduje tłustej warstwy, zostawia na skórze delikatny film. Stosuję regularnie (ale nie codziennie) i widzę, że skóra na ciele świetnie się prezentuje. Aż chce się jej dotykać! Zapach, czyli kolejny atut tego kosmetyku! Niełatwy do sprecyzowania, intensywny, ale baaaardzo przyjemny. Pierwsze skojarzenie - luksus :) Początkowo przypominał mi trochę aromat klasycznego kremu Nivea. Z każdą następną aplikacją przekonywałam się jednak, że jest bardziej złożony, bardziej oryginalny. Utrzymuje się na skórze naprawdę długo.
Skład również zasługuje na uwagę: masło shea, witaminy, kozie mleko, aloes. Żadnej parafiny, silikonów SLSów. Sama dobroć!
Pozytywnie zaskakuje mnie też wydajność tego masła. Tak jak wspomniałam, mam je w użyciu od ponad trzech tygodni. Zauważyłam, że ze względu na świetne nawilżenie, nie muszę aplikować go codziennie, trzy razy w tygodniu w zupełności wystarczy. Połowa opakowania za mną. Sumując, pudełko powinno wystarczyć mi na sześć tygodni użytkowania. Dobry wynik :)
Ze swojej strony ogromnie polecam! Jestem pewna, że posiadaczki suchej i wymagającej skóry docenią zalety tego kosmetyku. Warto zainwestować :) Ja na pewno kupię jeszcze peeling do ciała i kule do kąpieli z mlecznej serii właśnie!

Ostatnio zaktualizowane2.jpg
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 12:10
Nivea Q10 Plus to energetyzujący krem przeciwzmarszczkowy, który niedawno wyszedł spod skrzydeł marki Nivea. Produkt dedykowany jest osobom po 30 roku życia i ma za zadanie redukować widoczność zmarszczek, pobudzać skórę, rozświetlać i tym samym zmniejszać oznaki zmęczenia. A to wszystko dzięki zwiększeniu poziomu koenzymu Q10 i kreatyny w skórze (cena sugerowana: 39,99 zł). Do grupy docelowej jeszcze mi trochę brakuje, ale ciężki oddech 30 już czuję na swoich plecach, w związku z tym wszelkie kosmetyki mające za zadanie niwelować nieuchronny upływ czasu są jak najbardziej przeze mnie pożądane. Markę Nivea lubię i cenię, przede wszystkim za podążanie z duchem czasu przy jednoczesnym hołdowaniu wieloletniej tradycji, w związku z tym chętnie zgodziłam się na testy jej najmłodszego dziecka. Produkt zamknięty jest w solidnym, szklanym słoiczku dodatkowo zabezpieczonym srebrną folią, ma kremowo-żelową konsystencję i przyjemny, niezbyt nachalny zapach. Krem łatwo się aplikuje, dość szybko wchłania, pozostawiając skórę miękką o delikatnej poświacie. Pierwsze oznaki działania kosmetyku powinny być zauważalne już po dwóch tygodniach. Efektu promiennej, rozświetlonej cery po zalecanym przez producenta czasie raczej jednak na próżno u mnie szukać. Po zastosowaniu buzia jest nawilżona, skóra sprężysta, ale pożądany efekt "glow" jest chwilowy i znika po wchłonięciu się kremu. Muszę jednak przyznać, że moja skóra jest dość kapryśna w tym względnie i mało który produkt jest w stanie jej podołać. Nie oczekuję też, że krem po 14 dniach cudownie rozprasuje moje zmarszczki, bo na to potrzeba zdecydowanie więcej czasu. Q10 Plus jest dość treściwy w swojej konsystencji i u mnie na dzień raczej się nie sprawdza. Nałożony pod podkład ma tendencję do "wychodzenia na wierzch" w ciągu dnia, przez co buzia zaczyna się szybko świecić, a makijaż staje się zdecydowanie mniej trwały. Zadowolone z niego powinny być sucharki. Ja wolę wklepywać go na noc. Podsumowując, Q10 Plus to raczej przeciętniaczek, który chętnie zużyję do końca, ale po który ponownie raczej nie sięgnę.

DSC07111.JPG
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 11:52
Marka Rimmel jest bardzo kreatywna w kwestii tuszy do rzęs i co chwilę mamy premierę nowego! Niby fajnie, bo widać, że coś się dzieje. Ale szczerze mówiąc wolałabym, żeby stworzyli jeden porządny hit i koniec. Niestety, mimo testowania wielu rodzajów tuszy tej marki, jeszcze do żadnego nie wróciłam ponownie. To chyba o czymś świadczy. Kolejna maskara ScandalEyes Rockin'Curves zyskała rockowe oblicze. Opakowanie tuszu jest świetne i niebanalne. Skóra węża i czerwony kolor przyciąga wzrok. Ciekawostką jest także szczoteczka, która według producenta dopasowana jest do kształtu oka. Ja chyba mam jakieś inne oczy, ale mniejsza z tym. ;-) Figlarny kształt szczoteczki nie jest dla mnie ułatwieniem. Ciężko się nią operuje i bardzo łatwo się pobrudzić. Tusz unosi rzęsy, lekko je podkręca oraz minimalnie pogrubia. Nie osypuje się w ciągu dnia. Maskara skleiła moje rzęsy, ale przy pierwszym użyciu jest to do wybaczenia. Nie jestem w stanie ocenić tego produktu, ponieważ zrobiłam tylko trzy podejścia i za każdym razem szczypią mnie oczy. Nie jest to mocne, ale bardzo niekomfortowe odczucie. Widocznie jakiś składnik mi nie pasuje. Wcześniej nie miałam tego typu problemów z tuszami do rzęs od Rimmel. Tym samym to jest moje pierwsze i ostatnie wrażenie na temat tego kosmetyku, bo dalszych testów niestety nie będzie. ;-)
SAM_4573.JPG
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 11:46
1. Woda termalna Uriage to mój numer jeden. Kupuję ją regularnie od ponad roku czasu. Jedyna woda, która nie wysusza mojej skóry i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Produkt uniwersalny, który warto mieć w łazience . (32 zł/300 ml)

2. Peeling enzymatyczny z ziołami Organique przekonał mnie do siebie dopiero po dłuższym użytkowaniu. Początkowo przy nakładaniu lekko szczypała mnie twarz. Ostatecznie efekty po zastosowaniu są warte tego chwilowego dyskomfortu. Peeling ma gęstą i kremową konsystencję. Trzeba poświęcić dłuższą chwilę na aplikację oraz masaż przed zmyciem, jednak daje nam to gwarancję dobrego działania. Peeling w ekspresowym tempie oczyszcza skórę twarzy i na długo zostawia ją zmatowioną. Radzi sobie z wszystkimi suchymi skórkami. Na pochwałę zasługuje skład bogaty w kwasy (glikolowy, mlekowy, cytrynowy), zioła (krwawnik, prawoślaz, melisa) i enzymy owocowe (ananas, papaja). Produkt jest niesamowicie wydajny. (79 zł/100 ml)

3. Emolientowy krem odżywczy na noc Pharmaceris jest ratunkiem dla przesuszonej skóry. Koi, zmiękcza i łagodzi wszelkie podrażnienia. Idealnie natłuszcza, nawilża, odżywia i regeneruje skórę. Nie zapycha porów. Genialny krem! (29 zł/50 ml)

4. Krem peelingujący II stopień Pharmaceris jest idealny dla mojej tłustej skóry. Krem konsystencją przypomina silikon. Łatwo się aplikuje i szybko wchłania. Jest bardzo delikatny i nie podrażnia skóry trądzikowej. Zmniejsza zaczerwienienia i stany zapalne. Genialnie oczyszcza poprzez mikro złuszczanie. Odblokowuje pory i sprawia, że pojawia się mniej niedoskonałości. Bardzo dobrze wpływa na regulację wydzielania sebum. Delikatnie rozjaśnia przebarwienia i ujednolica koloryt skóry. Cera jest wygładzona i ładnie oczyszczona. Bardzo wydajny produkt polskiej marki. Duży plus za higieniczne opakowanie z pompką. Ten krem potrzebuje czasu i cierpliwości w stosowaniu, bo efektów nie ma od razu. Ale warto czekać! (32 zł/50 ml)

5. Papka do cery trądzikowej Jadwiga jest mi potrzebna głównie w sytuacjach kryzysowych, kiedy pojawiają się jakieś większe niedoskonałości. Produkt genialne zasusza zmiany. Działa antybakteryjnie i odkażająco, przyspiesza gojenie. ( 30 zł/30 ml)

6. Serum przeciwzmarszczkowe Flavo C 8 % Auriga powinno się znaleźć w każdej kosmetyczce. W myśl zasady, że wolę zapobiegać, niż leczyć już teraz sięgam po kosmetyki przeciwzmarszczkowe. Profilaktyka z tym serum jest bardzo przyjemna! Konsystencja jest lekko tłustawa, ale produkt szybko się wchłania. Nadaje się pod filtr i makijaż, ale ja najbardziej lubię stosować na noc lub pod maseczkę algową. Bardzo ładnie rozjaśnia i rozświetla skórę. Staje się promienna i wypoczęta. Polecam jako kurację po okresie jesienno-zimowy, kiedy cera jest poszarzała. To serum na pewno pomoże odzyskać jej blask! Skóra jest gładka, sprężysta i wygląda zdecydowanie zdrowiej. Naprawdę widać działanie tego produktu! (45 zł/15 ml)

7. Maseczka ściągająca i oczyszczająca Flavo C Auriga była moją przypadkową zachcianką. Zakup okazał się jednak trafny! Jest to maseczka typu peel-off, a ja takie lubię. Konsystencja jest bardzo gęsta i lekko kleista, a przez to aplikacja dość utrudniona. Maseczka zastyga po około 20-30 minutach i daje się ładnie ściągnąć w jednym płacie. Skóra jest oczyszczona, ujednolicona i delikatnie rozjaśniona. Maseczka otwiera pory na dalszą pielęgnację. Ze względu na charakterystyczny, lekko owocowy zapach zabieg stosowania tej maski jest bardzo przyjemny i relaksujący. Minusem jest wysoka cena. (35 zł/50 ml)
SAM_4320.JPG
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 11:42
statystyki
  • Czas na Bloblo: 4 dni 3 godziny 20 minut
  • Napisanych notek: 372
  • Komentował: 14 razy
  • Zebranych komentarzy: 91
  • Ostatni wpis: 16.04.16, 20:05
  • Wpis średnio co: 58 godzin
  • Profil odwiedzono: 184758 razy
  • Ilość avatarów: 1
  • Ilość zdjęć: 443
  • Ilość filmów: 0
  • Ilość logowań: 171
  • Ostatnie logowanie: 14.04.17, 17:09
  • Ostatnio odwiedzili: domiiniaa97xo, koma24, mybigbadluck, Rilla, ilosemyself, megwo, Dominikaaa, gabi12734, Delight, d0minikas