Garstka świata kobiet! ♥

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Całość zamknięta jest w wygodnym plastikowym opakowaniu zaciągniętym ochronną folią. Opakowanie zawiera 40 sztuk płatków. Co ważne płatki nie wysychają do samego końca niezależnie od częstotliwości używania kosmetyku. Za opakowanie zapłacić trzeba około 2 euro i jest dostępny w każdej drogerii dm.
Produkt ten przeznaczony jest do cery normalnej i mieszanej, można nim zmywać zarówno twarz jak i oczy. Są miękkie i przyjemnie grube, nie podrażniają skóry podczas używania.
Z demakijażem twarzy nie mają żadnych problemów. Na pozbycie się kosmetyków kolorowych z oczu trzeba oczywiście poświęcić chwilę czasu, ale efekt końcowy jest zawsze bardzo zadowalający.
Moim zdaniem są świetnym podręcznym rozwiązaniem. Mogą być nieocenioną pomocą w trudnych warunkach- na wspomnianym już przeze mnie fitnessie czy basenie, na wszelkich wyjazdach, choć przyznam, że z przyjemnością sięgam po nie również w domowym zaciszu.
Szczerze je Wam polecam ☺
IMG_7076.JPG
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 11:35
Kosmetyk stworzony jest na bazie 12 aminokwasów, kwasu hialuronowego w formie wysoko i niskocząsteczkowej, a także likopenu oraz kwasów omega 3 i 6.
Składniki aktywne: kompleks aminokwasów: arginina, kwas asparginowy, PCA, glicyna, alanina, seryna, walina, prolina, treonina, izoleucyna, histydyna, fenyloalanina, kwas hialuronowy, likopen, omega 3 i 6, d-pantenol, wit. E
Krem ma głębokie i długotrwałe działanie nawilżające oraz regeneracyjne. Stymuluje do produkcji kolagenu i elastyny. Dodatkowo likopen z pestek pomidora ma silne działanie antyoksydacyjne. Kwasy omega 3 i 6 uzupełniają niedobory lipidów oraz odżywiają skórę.
Bioaktywny krem z aminokwasami przeznaczony jest dla każdego rodzaju skóry ze szczególnym wskazaniem skóry suchej i wrażliwej. Formuła kosmetyku jest hipoalergiczna i bezzapachowa a konsystencja lekka.
Przede wszystkim przepięknie nawilżał skórę. Po aplikacji szybko wchłaniał się nie pozostawiając nieprzyjemnego filmu czego- jako posiadaczka skóry tłustej- bardzo się obawiałam. W trakcie stosowania tego kosmetyku kondycja mojej skóry wyczuwalnie się poprawiła- stała się miękka, gładka i przyjemnie odprężona.
Krem stosowałam zarówno na dzień jak i na noc i w obu przypadkach bardzo dobrze się sprawdzał. Co ważne nakładany na dzień stanowił świetną bazę pod makijaż. Nie kłócił się również z innymi kosmetykami jak sera do twarzy czy filtry przeciwsłoneczne- niestety krem nie ma ochrony UV.
Produkt występuje w dwóch pojemnościach. Wersja profesjonalna ma pojemność 200 ml a kosmetyk zamknięty jest w higienicznej tubie. Wersja detaliczna natomiast to prezentowany powyżej słoiczek zawierający standardową pojemność 50 ml.
Cena kosmetyku nie jest niska bo to aż 89 zł ale trzeba wziąć pod uwagę fakt, że za tą kwotę dostajemy bardzo dobrej jakości profesjonalny produkt.
IMG_0885.JPG
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 11:30
Dziś moi drodzy chciałabym Was zaprosić na recenzję dwóch absolutnie podstawowych kosmetyków w łazience każdego człowieka- mowa będzie o żelach pod prysznic. Generalnie nie zwykłam opisywać działania tego rodzaju produktu bo przeważnie moja recenzja kończy się na słowach "robią co mają robić", ale z tymi dwoma jegomościami bardzo się polubiłam i o tej sympatii tu co nieco opowiem. Ta informacja wywołała u mnie uczucie lekkie zmieszania gdyż nie do końca wiedziałam co mam z nim zrobić- wlewać do wanny w celu uzyskania piany czy się nim umyć? Gigantyczna pojemność 600 ml raczej sugerowała pierwszą opcję, ale ostatecznie postanowiłam przetestować go na oba sposoby i w obu sprawdził się wyśmienicie. Kosmetyk zamknięty jest w zwykłą nieprzeźroczystą plastikową butelkę. Myślę, że wielu osobom nie spodoba się fakt owej nieprzeźroczystości gdyż nie jesteśmy w stanie kontrolować ilości kosmetyku, dla mnie to jednak nie był problem. Spodobał mi się natomiast fakt, że zakrętka jest płaska co umożliwia postawienie żelu "na głowie" pod koniec używania a co za tym idzie wyciśnięcia wszystkiego do ostatniej kropelki.
Samo zamknięcie funkcjonuje bez zarzutu- zatrzask trzyma odpowiednio mocno, ale jednocześnie nie ma żadnego problemu z otwarciem opakowania.

Zapach produktu to jedna z jego największych zalet- jest cudownie letni, bardzo owocowy i tropikalny ale jednoczenie nie jest przesłodzony. Nie nudzi się podczas używania, nie jest nachalny a wręcz uprzyjemnia czas spędzony pod prysznicem czy w kąpieli.

Tak jak wspomniałam wcześniej używałam tego kosmetyku zarówno jako uprzyjemniacza kąpielowego jak i regularnego żelu do mycia ciała.
W pierwszym przypadku tworzył gęsta pianę oraz wypełniał łazienkę cudownym zapachem. W drugim bardzo dobrze oczyszczał skórę, a nawet ośmielę się dodać, że pomagał utrzymać jej odpowiedni stopień nawilżenia. Po prysznicu nie odczuwałam konieczności nakładania masła, balsamu czy innego smarowidła na ciało.
Podsumowując kosmetyk ten bardzo przypadł mi do gustu i z wielką przyjemnością go Wam polecam. Sama również wrócę do niego w przyszłości... choć może raczej przetestuję jego inne wersje zapachowe :D Drugi produkt który chciałabym Wam dziś przedstawić pochodzi z firmy Mythos i jest to żel pod prysznic z peelingiem. Kosmetyk ma 200 ml pojemności. Znajduje się również w nieprzeźroczystej butelce z wygodnym systemem otwierania i zamykania którego nie potrafię nazwać (tak swoją drogą jak wiecie jak się to zamknięcie nazywa to dajcie mi znać w komentarzu- na przyszłość się przyda). Niezależnie od nazwy jest to moim zdaniem fajne i praktyczne rozwiązanie. Również można butelkę pod koniec postawić "na głowie" choć mniejszy obwód korka wpływa oczywiście negatywnie na stabilność tej konstrukcji.
Zapach.... nie potrafię go nazwać, nie przychodzi mi do głowy żadne określenie które mogłoby go zobrazować. Dla mnie jest przyjemny, bardzo świeży i bardzo kojarzy mi się z krótkimi wakacjami jakie spędziliśmy kiedyś we Włoszech.... ciągle chcę tam wrócić... mmmmm :D Kosmetyk ma konsystencję klasycznego żelu. Jak widać jest niemalże przeźroczysty a w środku zatopione są drobiny peelingujące.
Produkt przeznaczony jest do codziennego użycia więc drobiny nie są tak ostre czy raczej tak gęste jak w klasycznym peelingu, niemniej są bardzo dobrze odczuwalne podczas używania. Cały "zabieg" jest przyjemny, pozostawia skórę świeżą i gotową na dalsze kroki pielęgnacyjne.
Podsumowując ten kosmetyk również bardzo przypadł mi do gustu i z wielka przyjemnością również Wam go polecam.
żele.JPG
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 11:24
Wg producenta kosmetyk dedykowany jest osobom posiadającym cerę tłustą lub mieszaną po 25 roku życia. Jest lekki, zapewnia efekt matowej cery poprzez redukcję sebum. Oprócz tego ma zmniejszać widoczność porów oraz zaskórników. Dodatkowo dzięki zastosowaniu między innymi kwasu hialuronowego oraz prowitaminy B5 krem zapewniać ma właściwy poziom nawilżenia skóry przez cały dzień. Całość została wzbogacona o ochronę przeciwsłoneczną w wysokości SPF 6- niewiele, ale jednak. Krem zamknięty jest w charakterystyczny dla Ziaji plastikowy słoiczek. Ma biały kolor, bardzo delikatny zapach, który mi mocno przypadł go gustu. Świetnie rozprowadzał się na skórze i całkiem szybko wchłaniał. Po aplikacji twarz była przyjemnie miękka i gładka- nie można się wręcz było oprzeć wrażeniu, że jest naprawdę wypielęgnowana, zadbana, że dostarczyłyśmy jej wszystkiego czego potrzebowała. Do tego kosmetyk idealnie nadawał się pod makijaż- byłam zachwycona!!! Niestety jednak po dość krótkim czasie stosowania zaczęłam zauważać na twarzy wiele nowych niedoskonałości. Niedoskonałości charakterystycznych dla zapchanej skóry i w charakterystycznych dla mnie przy takich problemach miejscach. Pierwotnie miałam nadzieję, że może jakiś inny produkt jest winny, już nawet zaczęłam oskarżać nowy podkład i fakt, że użyłam go dopiero dwa razy i to w pewnym odstępie czasu wcale mi nie przeszkadzał. Ostatecznie jednak trzeba się było zmierzyć z problemem i znaleźć winowajcę. Odstawiłam krem i doprowadziłam cerę do porządku- sam fakt, że w tym czasie niedoskonałości zniknęły już wiele mówi, ale drążyłam temat- wróciłam do Ziaji i po krótkim czasie problem się powtórzył...
No niestety moja droga z Ziają znowu się rozeszła, a miało być tak pięknie. Nie mam szczęścia do tej firmy.
IMG_7061.JPG
Tagi: Uroda
15.06.2014 o godz. 11:19
Ideę balsamów pod prysznic wprowadziła oczywiście Nivea, jednak pierwszym kosmetykiem tego typu który trafił w moje ręce jest brzoskwiniowa wersja Balei przeznaczona dla osób o bardzo suchej skórze. Zawiera "bogaty kompleks olei" roślinnych i faktycznie jeżeli zagłębimy się w skład to na wysokich miejscach znajdziemy olej słonecznikowy, olej z awokado, olej ze słodkich migdałów a ponad to masło shea i glicerynę. Kosmetyk ma bardzo lekką konsystencję i neutralny zapach. Jego używanie szybkie i proste, kiedy jednak przyszło mi ocenić efekty działania poczułam lekkie rozczarowanie...
Ok, żeby nie było skóra po nim nie jest ani sucha ani szorstka, ale śpieszę dodać, że ciało mam raczej normalne. W pierwszej chwili można nawet wyczuć lekki film jednak po krótkim czasie on znika a my zostajemy z uczuciem, że nic właściwie nie zrobiliśmy....
Dodam jeszcze, że zarówno Balea jak i Nivea twierdzą, że balsamy pod prysznic to idealne rozwiązanie dla osób zabieganych, że używając ich będziemy oszczędzać nasz cenny czas. Szczerze? Może faktycznie uda się nam zaoszczędzić... no nie wiem... 2 minuty, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę efekty to okaże się, że czas poświęcony na natarcie się tym cudem straciliśmy bez sensu i nawet dość niska cena Balei nam tego nie zrekompensuje.
Osobiście nie polecam tego kosmetyku nikomu a osoby o faktycznie bardzo suchej skórze wręcz przed nim ostrzegam.
IMG_9343.JPG
Tagi: Uroda
14.06.2014 o godz. 23:27
Tym razem obietnicą jest idealny demakijaż i wzmocnione rzęsy. O dziwo, mogę się zgodzić z producentem. Świetnie usuwa tusz do rzęs L'oreal, nie wymaga pocierania. Nie pozostawia uczucia lepkości czy tłustej warstwy. Jest bardzo delikatny dla oczu. Nie posiada zapachu. Dwie fazy, fioletowa i biała zużywają się równomiernie.
Jedyne, co mogę mu zarzucić to brak wydajności i wysoką cenę, bowiem w Rosssmannie należy zapłacić za niego około 16zł. Warto go jednak mieć, może okazać się bardzo przydatny przy mocnej maskarze. Nie miałam okazji testować go w kwestii usuwania produktów wodoodpornych, choć radzi sobie bez problemów z (podobno) wodoodpornym, żelowym eyelinerem Maybelline. Rzęsy są odżywione, elastyczne i nie wypadają masowo, co czasem się zdarza. W składzie faktycznie znajduje się arginina. Większych efektów w tej kwestii nie zauważyłam, ze względu na moją kurację Long for Lashes Oceanic.

119_5982.JPG
Tagi: Uroda
14.06.2014 o godz. 23:18
Miodowy Nektar do mycia ciała z Lirene znalazłam w ostatniej paczce od Pań Erisek. Nektary były dwa - wspomniany miodowy i migdałowy. Migdałowa wersja poleciała do mojej cioci, ja za to z dużą chęcią dobrałam się do tej pięknie pachnącej miodem i pomarańczami. Po opisie spodziewałam się raczej miodowego zapachu (który lubię raczej umiarkowanie), ale okazało się, że kompozycja zapachowa jest dużo bardziej udana. Ja wyczuwam głównie pomarańcze, jakąś śmietankową nutę i jedynie odrobinę miodu. Jak dla mnie bomba. Zapach jest dość intensywny, po kąpieli długo jeszcze czuć go w łazience, ale na skórze pozostaje jedynie chwilę. Szkoda, bo z jednej strony nie pogniewałabym się, gdyby jednak skóra pachniała nim dłużej, ale może i dobrze, bo nie gryzie się z zapachem balsamu czy perfum. A jak pozostałe właściwości?
Przede wszystkim żel jest bardzo kremowy, dość gęsty. Pieni się przyzwoicie, a piana jest równie kremowa jak sam żel. Oczywiście jeśli do tego produktu użyjemy dodatkowo myjki, to i wydajność się zwiększa i piany będzie więcej. Nie lubię produktów myjących, które wysuszają skórę i powodują natychmiastową potrzebę użycia balsamu. Tutaj ten problem nie występuje. Może żel nie jest wybitnie nawilżający, ale jednocześnie nie wysusza. Balsam po użyciu jest wskazany, ale nie niezbędny. Wydajność zależy od sposobu użytkowania, przy myjce czy gąbce jest dużo większa. Ciężko ocenić czy skończył się szybko, ponieważ upodobała go sobie cała moja rodzina. Teraz chyba będę musiała go chować :).
Pojemność jest duża, bo butla ma aż 400 ml i kosztuje niewiele jak na taką pojemność, bo około 13 złotych.
Podsumowując - wspaniały zapach, przyjemne działanie, brak wysuszania skóry, do tego duża butelka i mała cena. Ja jestem na tak :).
DSC_0125.JPG
Tagi: Uroda
13.06.2014 o godz. 23:12
Po kilku tygodniach stosowania zauważam już pewne zmiany na skórze, choć nie jest to efekt porównywalny np. do działania kwasów. Przede wszystkim zauważyłam zmianę na brodzie, gdzie miałam kilka plam "popryszczowych". Ponadto ogólnie odnotowałam rozświetlenie cery - może nie jest to wybielenie, ale skóra wygląda lepiej, ma równiejszy odcień, przebarwienia będące pozostałością po wypryskach stały się zdecydowanie mniej widoczne. Duet nie ruszył w żadnym stopniu moich piegów, ale nawet na to nie liczyłam - skoro kwasy sobie poradziły, to trudno, żeby dużo łagodniejszy kosmetyk je zniwelował. Poza tym lubię piegi, więc nie jest mi jakoś szczególnie żal ;). Oba kosmetyki mają przyjemne zapachy, takie dość orzeźwiające, dlatego bardzo przyjemnie stosowało mi się je rano. Żel/peeling/maskę stosowałam po prostu do mycia twarzy, nie mam pojęcia jak rozgraniczyć jego działania jako peelingu i żelu, dla mnie sposób użycia jest dokładnie taki sam. Czasem, gdy miałam więcej czasu zostawiałam kosmetyk na dłuższą chwilę na twarzy (maska), po czym masując skórę spłukiwałam (znów - peeling/żel).

DSC_0030.JPG
Tagi: Uroda
13.06.2014 o godz. 23:07
Konsystencja jest dość lekka, a sam podkład nie należy do przesadnie gęstych mazideł. Nie leje się też przez palce jak np. Affinitone z Maybelline. Mi najwygodniej jest go nakładać pędzlem (Hakuro H55). Palcami również da się go bezproblemowo rozprowadzić, jednak w moim odczuciu o wiele lepszy efekt daje wmasowanie podkładu pędzlem. Nie powstają ani smugi, ani plamy, a i krycie jest w przypadku aplikacji pędzlem nieco lepsze. Apropo krycia - to jest raczej zadowalające, nie mocne, ale i nie słabe. Określiłabym je jako średnie (średni stan stanów średnich ;)). W przypadku mojej skóry bez problemu przykrywa zaczerwienienia, ładnie wyrównuje koloryt cery. Dobrze radzi sobie z przykryciem naczynek koło nosa. Nie nakładam go pod oczy, bo jak dla mnie jest zdecydowanie za "suchy", ale w ramach zdjęć efektu przed/po nałożyłam go na całą twarz z obszarem pod okiem włącznie (zdjęcie niżej). Napisałam, że podkład jest suchy. Nie jest to może określenie zbyt precyzyjne, ale w moim odczuciu wykończenie podkładu jest dość matowe - ja nie muszę już po nałożeniu go na twarz używać pudru. Przy czym - moja skóra jest sucha i to czuję pod tym podkładem, więc u mnie dobrze nawilżający krem przed aplikacją tego podkładu jest niezbędny. Trwałość jest zadowalająca - podkład nie warzy się, nie zbiera w zmarszczkach, nie włazi w pory. Mam czasem problem koło skrzydełek nosa - moja skóra jest tam rekordowo sucha i podkład lubi mi czasem w tym obszarze podkreślić suche skórki.
bs1.jpg
Tagi: Uroda
13.06.2014 o godz. 23:03

Last Minute Body BB Fluid - balsam to jedna z nowości (w sumie już nie aż taka nowość ;)) Lirene. Ja jakiś czas temu dostałam obie wersje, zarówno do jasnej, jak i ciemnej karnacji. Z racji tego, że moja skóra jest bardziej blada niż opalona, sobie zostawiłam wersję do karnacji jasnej, a mama zwinęła mi tę do skóry ciemnej. Recenzja będzie więc siłą rzeczy dotyczyła tylko wersji do skóry jasnej, może za jakiś czas, gdy bardziej się opalę, skuszę się również na wypróbowanie tej drugiej i wtedy na pewno podzielę się z Wami moją opinią. W momencie, gdy balsam ten pojawił się w mojej kosmetycznej szafce, sięgnęłam po niego może trzy - cztery razy. Chciałam wypróbować go zanim zrobi się ciepło, tak, aby pod dżinsami/swetrem ukryć ewentualne plamy itp. Szybko okazało się, że balsam nie sprawia takich psikusów jak inne, dotąd przeze mnie poznane samoopalacze/balsamy brązujące i dzisiaj spokojnie i bez obaw nałożyłam go na nogi i pomknęłam na spacer w kiecce.

Ale po kolei - co to właściwie jest? Jak na moje oko jest to "coś" przypominające zarówno w konsystencji, jak i działaniu fluid. Ale nie zwykły fluid, tylko taki, który jest biały/szarawy, a w sobie ma granulki, które podczas aplikacji zostawiają na skórze kolor. Podobny w działaniu jest np. krem z Avonu, nie przypomnę sobie teraz jego nazwy, ale pamiętam, że swojego czasu był bardzo popularny (ja sama zużyłam chyba ze dwa opakowania), podobnie działa nowy podkład Lirene Magic Make up. W każdym razie - bardziej bym ten balsam porównała właśnie do podkładu, aniżeli do klasycznego samoopalacza. Balsam daje natychmiastowy efekt (w przeciwieństwie do klasycznych samoopalaczy), co jest jego dużą zaletą. Efekt należy raczej do tych delikatnych - skóra nabiera koloru, ale nie jest ani marchewkowa, ani nie wygląda jak spalona słońcem, jest to odcień naprawdę bardzo naturalny. Wersja do ciemnej karnacji najpewniej da mocniejszy efekt, ale jednak nie polecałabym jej do skóry bardzo jasnej - balsam do ciemnej karnacji jest już konkretnie ciemny i wydaje mi się, że na takiej jasnej skórze mógłby być zwyczajnie widoczny.
Efekt jest trwały, na tyle, że nie ściera się jak wściekły od ubrań/krzesła/pościeli. Oczywiście po aplikacji trzeba chwilę poczekać aż balsam wyschnie i raczej nie polecałabym ubierać wtedy np. białych spodenek. Mimo, że nie zauważyłam, żeby balsam brudził ciuchy, to jednak zawsze lepiej zachować pewną dozę ostrożności. Gdy chcemy pozbyć się "opalenizny" ze skóry, wystarczy po prostu się umyć. Nie trzeba z ogromną intensywnością szorować skóry, wystarczy zwykły peeling czy gąbka.
Do zalet mogę zaliczyć również zapach - dość delikatny, nie nachalny, w ogóle nie przypominający samoopalaczowego smrodku.
Wydajność będzie raczej przeciętna, z racji tego, że jest to produkt z efektem utrzymującym się do pierwszego mycia. Opakowanie zawiera 200 ml i kosztuje około 25 złotych.
PicMonkey Collagebb3.jpg
Tagi: Uroda
13.06.2014 o godz. 22:54
Już same opakowania nastrajają bardzo pozytywnie. Energetyzująca żółć, czerwone akcenty, szata graficzna całkiem przyjemna dla oka. Oba kosmetyki pachną bardzo podobnie - bardzo owocowo, słodko, ale nie ulepkowato. Mi się zapach bardzo podoba, wśród pozostałych domowników znalazł głos poparcia w tacie, którego co chwilę widzę z tym balsamem w ręce. Aromat soczystego mango utrzymuje się na skórze, choć nie tak długo jakbym chciała. Po wieczornym balsamowaniu rano już bardziej pachnie pościel aniżeli skóra, ale dobre i to. Nie pogniewałabym się, gdyby ten aromat unosił się za mną cały dzień. Jeśli chodzi zaś o właściwości samych kosmetyków - przyczepić się w sumie nie ma do czego.

Gruboziarnisty peeling jest bardzo podobny do innych gruboziarnistych peelingów z Lirene. Miałam już chyba ze dwie czy trzy inne wersje i pod względem grubości drobin, konsystencji, mocy ścierania, wydają mi się zbliżone. Konsystencja jest bardziej rzadka aniżeli zbita. Peeling jest dość śliski, więc dobrze się go rozprowadza na skórze. Drobinki są duże, stosunkowo ostre, jest ich całkiem sporo, ale nie jest to peeling podobny np. do peelingów Pat&Rub, które są zbite i "napakowane" drobinami, z małą ilością "płynu", w którym są zanurzone drobiny. Konsystencja jest jednak zdecydowanie inna. W przypadku Lirene to bardziej gęsty żel z zatopionymi drobinami. Właściwości ścierające ma bardzo poprawne, do takiego szybkiego prysznica nadaje się idealnie. Pozostawia na skórze lekki film, ale nie jest on jakoś wybitnie tłusty. Przy mojej suchej skórze jest on na tyle delikatny, że nie robi mi krzywdy, ale jednocześnie przy moim umiłowaniu do konkretnego zdzierania, czasem odczuwam delikatny niedosyt. Wydajność określiłabym jako normalną. Na trzy razy go nie wykończę, ale też na wieki nie starczy. W tubce mieści się 200 ml.
DSC_0047.JPG
Tagi: Uroda
13.06.2014 o godz. 22:31
Obietnice producenta:
Błyszczyk Lip Sensation nadaje natychmiastowy efekt gładkich i jedwabistych ust. Zawiera odżywczą formułę kwasu hialuronowego, który wypełnia nierówności naskórka. Stonowana kolorystyka dostępna w kolekcji idealnie dopasuje się do codziennego makijażu. Przy regularnym stosowaniu kwas hialuronowy poprawi kondycje ust powiększając ich objętość. Dzięki formule XXL usta stają się zmysłowe i sprężyste. Aplikator wykonany jest z delikatnego włosia, który miękko i jednolicie nakłada błyszczyk.

Moim zdaniem
Konsystencja błyszczyku jest aksamitna, kremowa i gęsta. Do testów otrzymałam odcień nr 1, który wygląda na stonowany róż z jakby fioletowym przełamaniem, ale po nałożeniu na usta zmienia się w delikatny i jednocześnie bardzo soczysty różowy kolor. Efekt nie jest przesadzony, usta pociągnięte błyszczykiem wyglądają naturalnie. Jednak najlepszy jest zapach! Błyszczyk pachnie jak guma balonowa z waniliowym posmakiem :D
Moje usta z natury są duże, więc nie szukam błyszczyków optycznie je powiększających. I muszę Wam powiedzieć, że błyszczyk Wibo wcale nie dodaje im objętości. Jednak mimo wszystko jestem zdania, że jest to jeden z lepszych produktów do ust wśród wszystkich dostępnych na rynku kosmetycznym. Błyszczyk przede wszystkim ładnie podkreśla usta, nadaje im niesamowity połysk, świetnie sprawdza się w codziennym makijażu. Cudownie nawilża i wygładza usta oraz nadaje im miękkości, efekt ten odczuwalny jest jeszcze długo do zniknięciu błyszczyka. Usta są zadbane i tak... słodko wyglądające :D
Trwałość jest w porządku, bez jedzenia i picia trzyma się na ustach około 2 godzin. Błyszczyk nie klei się, nie wypływa poza kontury ust, nie wchodzi w załamania i nie podkreśla suchych skórek. Uwielbiam malować nim usta i zastanawiam się czy nie kupić kilku na zapas- gdyby ktoś wpadł na "genialny" pomysł wycofania znakomitego produktu ;)
błyszczyk wibo 2.JPG
Tagi: uroda
12.06.2014 o godz. 18:19
Producent:
Maskara Panoramic Lashes z mega szczoteczką, która dzięki zwężonej końcówce pozwala na precyzyjne pomalowanie rzęs nawet w kąciku oka. Formuła maskary wzbogacona w otręby ryżu i pantenol oraz składniki stymulujące wzrost rzęs i zapobiegające ich wypadaniu. Kremowa formuła mascary nadaje rzęsom wyjątkową objętość bez sklejania. Nie obciąża rzęs pozostawiając je miłymi w dotyku. Nadająca mega objętość szczoteczka pozwala cieszyć się spektakularnym, panoramicznym wyglądem rzęs kiedy tylko zapragniesz.

Moje zdanie :
Konsystencja jest typowa dla tuszy, nie za rzadka ani za gęsta.
Trwałość tuszu jest naprawdę godna pochwały: po 8 godzinach pracy tusz nadal jest na swoim miejscu, jego kolor nie traci na intensywności, nic się nie kruszy, nie osypuje ani nie rozmazuje pod okiem. Szczoteczka ładnie rozdziela rzęsy, dobrze je rozczesuje i lekko unosi ku górze. Rzęsy są wydłużone, pogrubione, nawet kilka warstw tuszu ich nie skleja. Oko jest wyraźnie podkreślone, a spojrzenie nabiera zalotnego charakteru, ale jest to naturalny efekt.
Od tuszy nie wymagam właściwości pielęgnujących rzęsy, bo uważam, że od tego są wszelkiego rodzaju odżywki. Nie wierzę w obietnice producenta, że tusz wzmocni rzęsy, odżywi je i sprawi, że urosną do nieba, dlatego też nie zdziwiłam się, że mimo takich gwarancji producenta żadnego z tych zapewnień u siebie nie zauważyłam. Poza tym jestem z tuszu niesamowicie zadowolona, śmiało mogę o nim powiedzieć "mój kolejny ideał" :)
tusz wibo 1.JPG
Tagi: Uroda
07.06.2014 o godz. 22:46
Producent:
Regulator pocenia - działanie blokujące: skutecznie redukuje nadmierne pocenie. Ogranicza wydzielanie potu i przykrego zapachu. Zapewnia długotrwałe uczucie świeżości. Nie zawiera parabenów, alkoholu i barwników. Bez zapachu. Nie pozostawia śladów na ubraniu. Przebadany dermatologicznie w Klinice Dermatologicznej w Białymstoku pod kątem ewentualnego działania toksyczno-drażniącego.

Skład: Aqua, Aluminium Chloride, Glycerin, Hydroxyethylcellulose, Potassium Sorbate.

Moim zdaniem: Bloker znajduje się w poręcznym, dobrze układającym się w dłoni opakowaniu z kulką, która się nie zacina i dozuje tyle kosmetyku, ile trzeba. Mimo niewielkiej pojemności jest bardzo wydajny- jedno opakowanie wystarcza mi na rok! Ma płynną, przezroczystą konsystencję i jest bezzapachowy.
Antyperspirant od samego początku stosuję zgodnie z wskazówkami producenta. Najpierw przez trzy kolejne nocy, a teraz dwa razy w tygodniu- w środy i niedziele. Niestety, raz nie zastosowałam się do zalecenia, by nie używać Blokera na świeżo wydepilowaną skórę pach... To pieczenie pamiętam do dzisiejszego dnia! Teraz pilnuję się, aby korzystać z tego antyperspirantu przynajmniej dzień po depilacji.
Bloker jest ze mną od kilku lat, więc przetestowałam go naprawdę solidnie i wiem, że białe, niepozorne opakowanie kryje w sobie prawdziwy skarb! Już po pierwszych kilku dniach zaobserwowałam, że skutecznie reguluje wydzielanie potu- już nie muszę się martwić, że jak podniosę ręce do góry to ktoś zobaczy wielkie ślady potu pod pachami, bo ich po prostu nie ma :) W 100% spełnia swoje główne zadanie, a poza tym jeszcze nie brudzi ubrań, hamuje przykry zapach i zapewnia uczucie świeżości, czyli robi wszystko to, co obiecuje nam producent. Nic tylko polecać dalej :)
bloker.JPG
Tagi: Uroda
07.06.2014 o godz. 22:44
Lakier znajduje się w szklanej, spłaszczonej buteleczce o pojemności 8,5 ml z białą nakrętką. Ma gruby, szeroki pędzelek, którym wygodnie i precyzyjnie maluje się paznokcie. Na pierwszy rzut oka konsystencja wydaje się taka jak u innych lakierów do paznokci, dopiero w kontakcie z płytką paznokcia zaczyna ujawniać się tzw. efekt piasku. Lakier ma bardzo dobre krycie, już pierwsza warstwa ładnie kryje, a dwie idealnie pokrywają wszystkie prześwity. Zaś dzięki piaskowej fakturze w ogóle nie smuży. Wysycha w błyskawicznym tempie, a po całkowitym zaschnięciu nabiera matowego wyglądu.
Trwałość lakieru jest bardzo dobra. Trzyma się na paznokciach nawet tydzień, ale po trzech dniach minimalnie zaczyna ścierać się na końcach, a po pięciu delikatnie odpryskiwać Nie barwi płytki paznokcia, nie rozmazuje się przy zmywaniu, ale schodzi troszkę opornie.
Mimo jego wielu zalet, lakier nie są dla mnie. Żaden piaskowy lakier nie jest dla mnie. Co prawda, podoba mi się jak wyglądają na zdjęciach, ale na moich paznokciach już nie.
SDC13374.JPG
Tagi: Uroda
01.06.2014 o godz. 22:03
Producent:
Żel pod prysznic AMAZONIA zawierający ekstrakty z acai i guarany oraz d-pantenol sprawia, że skóra staje się odświeżona i doskonale przygotowana do kolejnych zabiegów przy użyciu kosmetyków z tej samej serii: peelingu oraz balsamu do ciała.

Moja Opinia:
Opakowanie to przezroczysta butelka, przez ścianki której widać zieloną konsystencję żelu. Wyróżnia je to, że zamiast nakrętki lub zamykania typu "klik" posiada pompkę w czarnym kolorze. Do takiego dozownika nie mam zastrzeżeń, sprawnie działa, nie zacina się ani nie zapowietrza. Jedynie przy samej końcówce musiałam odkręcić pompkę i resztkę wylać na gąbkę, albowiem pompka nie mogła już załapać i wciągnąć żelu. Konsystencja jest typowa dla żeli pod prysznic- gęsta, ale jednocześnie płynna. Jak napisałam na samym początku, żel wyeksploatowałam na różne sposoby. Sprawdził się jako mydło do rąk, żel pod prysznic oraz płyn do kąpieli. W kontakcie z wodą wytwarza całkiem sporo delikatnej piany. Dobrze myje nie wysuszając ani nie podrażniając przy tym skóry, która po umyciu jest miękka, gładka, czysta i odświeżona. Żel nie ma nawilżających właściwości, więc za każdym razem wcierałam w ciało balsam. Kilka razy zdarzyło mi się go użyć jako środka piorącego do ręcznego prania. Żel dobrze poradził sobie z niewielkimi plamami, nie odbarwił też kolorowych ubrań.
żel apn 1.JPG
Tagi: Uroda
01.06.2014 o godz. 18:40
Dbanie o samochód nie powinno ograniczać się wyłącznie do mycia karoserii, środek auta również wymaga odpowiedniej opieki
Od czego zacząć? Od czyszczenia wewnętrznych plastików czy od odkurzania wnętrza? Znacznie lepiej jest zacząć od tej drugiej czynności, jeśli najpierw wyczyścimy plastiki to naniesiony na nie środek sprawi, że podczas odkurzania piach i kurz po prostu mogą się do nich przykleić. Wtedy czyszczenie trzeba będzie ponowić niepotrzebnie tracąc czas. Oprócz dywaników powinniśmy też odkurzyć tapicerkę. Wszelkie plamy należy usunąć specjalnymi środkami przeznaczonymi do różnych rodzajów poszyć wnętrz w zależności od tego czy w naszym aucie jest tapicerka welurowa, skórzana czy bawełniana.
eśli wyniku kilkukrotnego zastosowania środka czyszczącego plama nie daje się doczyścić, aby nie pogorszyć sytuacji powinniśmy zlecić jej usunięcie wyspecjalizowanemu zakładowi trudniącemu się praniem tapicerek. Istnieje też kilka domowych sposób usuwania trudnych plam . Na przykład tłuste plamy najlepiej usuwa się benzyną ekstrakcyjną, przed jej zastosowaniem warto jednak w niewidocznym miejscu sprawdzić czy nie odbarwia ona tapicerki. Po takim zabiegu musimy porządnie wywietrzyć auto z zapachu benzyny.
Kolejnym trudnym do usunięcia intruzem są przylepione kawałki gumy do żucia. W tym przypadku najpierw należy ją zamrozić przy pomocy kostek lodu lub specjalnego sprayu, a następnie przy użyciu szczotki o twardym włosiu wykruszyć. Osoby często przewożące na swoim pokładzie zwierzęta wiedzą jak trudno usunąć jest sierść z tapicerki. Zwykle w takich sytuacja odkurzacz nie zrobi tego skutecznie, dlatego powinniśmy to zrobić tak w przypadku usuwania gumy również za pomocą szczotki o twardym włosiu uważając przy tym, aby nie zmechacić tapicerki.
Po zakończonym czyszczeniu tapicerki możemy zabrać się za plastiki. Na początek musimy zakupić odpowiedni preparat najlepiej w formie pianki – odradzamy stosowania najtańszych specyfików w sprayu, które często zamiast czyści tylko impregnują bród i zostawiają po sobie smugi. Piankę najlepiej jest nanosić bawełnianą szmatką, jeśli zrobimy to przy użyci ręcznika papierowego na plastikowych elementach pozostaną jego resztki. Czyszcząc plastiki przy użyciu ręcznika papierowego zwłaszcza te w dolnych partiach wnętrza bardzo łatwo jest się skaleczyć. Czyścimy deskę rozdzielczą, tunel środkowy, kierownicę, dźwignię zmiany biegów oraz wewnętrzne boczki drzwi.
Oprócz tapicerki i plastików warto zadbać także o szyby. W tym celu powinniśmy stosować specjalne płyny do mycia szyb samochodowych , płyny do mycia szyb okiennych zwykle zostawiają po sobie trudno usuwalne smugi. Mycie szyby nie mam sensu jeśli do wykonywania tej czynności zastosujemy brudną lub słabo chłonącą szmatkę. Najlepiej w takiej sytuacji skorzystać ze ściereczki irchowej.
Tagi: ..
27.05.2014 o godz. 21:22
Rodzaje szyb
Obecnie w samochodach stosowane są dwa rodzaje szyb. Pierwsze z nich wykonane są ze szkła laminowanego, drugie natomiast z hartowanego. Szyby laminowane składają się z kilku sprasowanych warstw szkła i powłoki poliwinylobutyralu (PVB), a swoją budową przypominają kanapkę.

Czyszczenie szyb
Decydując się na zakup płynu do mycia szyb, unikajmy preparatów na bazie amoniaku. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że amoniak źle wpływa na elementy wykonane z winylu, skóry i gumy. Zraszając szybę takim płynem, możemy doprowadzić do zniszczenia powierzchni znajdujących się w jej sąsiedztwie, wykonanych ze wspomnianych materiałów.
Ponadto amoniak niewłaściwie wpływa również na szyby przyciemniane. Co więcej, opary amoniaku uwalniane przy spryskiwaniu szyb wewnątrz pojazdu mogą zaszkodzić również naszemu zdrowiu. Kiedy już zakupimy środek czyszczący, pora dobrać coś porządnego do jego rozprowadzenia.

W tym przypadku najlepszym rozwiązaniem będzie ściereczka z mikrofibry. Nie wybieraj najtańszych produktów, bo te dość szybko się zużywają, zostawiając na szybie ogromne ilości małych nitek. Gdy mamy już wszystko to, co niezbędne do pielęgnacji, możemy zabrać się do pracy. Zaczynamy od szyb bocznych. Zamknij szyby i najpierw dokładnie wyczyść boczne uszczelki zapobiegające przedostawaniu się wody do wnętrza. Po dokonaniu tej czynności należy zamknąć szybę i dokładnie wyczyścić ją z obu stron.

Jak zadbać o przewody hamulcowe w naszym aucie?
Jeżeli pominiemy ten pierwszy zabieg, wówczas możemy doprowadzić do tego, że po otworzeniu i zamknięciu wypolerowanej szyby nieumyte uszczelki naniosą na nią brud. Następnie zabieramy się za polerowanie szyby przedniej. Warto dodać, że oprócz standardowego mycia możemy pokusić się o zastosowanie specjalnego preparatu do polerowania szkła, który pomoże nam usunąć plamy po odparowanej wodzie.
Ważne jest, aby nie zapominać o czyszczeniu piór wycieraczek , kiedy myjemy cały samochód. Jeśli będziemy właściwie dbać o wycieraczki, wydłużymy ich żywotności i zapobiegniemy porysowaniu szyb.

Usuwanie lodu z szyb
Niektóre auta mają specjalny system , który za pomocą sieci mikroprzewodów umieszczonych wewnątrz szyby podgrzewa ją, stapiając lód i śnieg. Niestety, jeśli warstwa lodu jest dość gruba, będziemy musieli uzbroić się w cierpliwość.
Warto również dodać, że nagrzewanie szyby wewnętrznym nawiewem w skrajnych przypadkach może doprowadzić do jej pęknięcia, nawet jeśli nie ma na niej żadnych odprysków. Nie polecam skrobania szyb twardymi skrobaczkami , ponieważ łatwo w ten sposób nieodwracanie je zarysować. Najbardziej optymalnym rozwiązaniem w przypadku grubej warstwy lodu jest specjalny płyn przyśpieszający proces rozmrażania, dostępny na każdej stacji benzynowej.
Można również pokusić się o sporządzenie płynu zapobiegającego zamarzaniu szyb w domowych warunkach . Wystarczy wymieszać ocet z wodą w proporcjach 1 do 3. Po zaparkowaniu auta pod domem należy spryskać jego szyby przyrządzoną substancją, usuwając przy tym jej nadmiar. Na drugi dzień z rana będzie czekała na nas miła niespodzianka w postaci nieoblodzonych szyb.

cold-car-winter.png
Tagi: .
27.05.2014 o godz. 17:57
statystyki
  • Czas na Bloblo: 4 dni 3 godziny 20 minut
  • Napisanych notek: 372
  • Komentował: 14 razy
  • Zebranych komentarzy: 91
  • Ostatni wpis: 16.04.16, 20:05
  • Wpis średnio co: 5 dni
  • Profil odwiedzono: 198564 razy
  • Ilość avatarów: 1
  • Ilość zdjęć: 443
  • Ilość filmów: 0
  • Ilość logowań: 173
  • Ostatnie logowanie: 14.07.17, 16:59
  • Ostatnio odwiedzili: domiiniaa97xo, koma24, mybigbadluck, Rilla, ilosemyself, megwo, Dominikaaa, gabi12734, Delight, d0minikas